Z życia firmy: zostałem poproszony o przeprowadzenie kilku rozmów z potencjalnymi kandydatami na adminów. Jakbym miał za dużo czasu. No nic, mogę porozmawiać.
Pierwszy - katastrofa, drugi bardzo dobry, trzeci również... Normalnie rozmowa o pracę jest formalnym obwąchaniem kandydata, z zachowaniem protokołu i pod krawatem. Z oczywistych przyczyn zakładanie krawata do rozmowy telefonicznej nie ma sensu, a poza tym moja jest tylko część techniczna - mam sprawdzić, na ile kandydat odważny na tyle, żeby sobie wpisać poziom eksperta w rubrykach rozmaitych, zwyczajnie przesadza. Mogę sobie zatem pozwolić na styl luźny, bo lepiej i efektywniej sonduje się wiedzę przy normalnej rozmowie, gdy kandydat nie ma poczucia, że jest na przesłuchaniu. No to tak sobie z tym trzecim rozmawiam, jak czasy się zmienają w naszej branży, że zaczynał przygodę z programowaniem od pascala (o, ja też!), że w C można pisać rzeczy piękne i straszne, że w zarządzaniu projektami ważne jest zarządzanie klientem, że... taki swobodny ciąg, który sonduje subtelnie acz głęboko wiedzę faktyczną, podejście, zdolność uczenia się, poziom zaangażowania... dużo rzeczy. A wszystko przez zwykłą, ciekawą rozmowę. I uświadamiam sobie (po raz kolejny, kompletnie nic nowego, po prostu nie przechodzi mi dziecięcy zachwyt pewnymi rzeczami), że wystarczy 10 minut, żeby załapać kontakt lepszy, niż miałbym kiedykolwiek z połową rodaków z kimś, kto na imię ma Srinivas, urodził się i studiował w Nowym Delhi, a aktualnie mieszka w Nowym Jorku... Świat jest bardzo mały w tym tygodniu. A ludzi dzieli jedynie inteligencja.
W.
skomentuj (0)